Wymówki. Moi najlepsi przyjaciele. Może angielski nie jest mi tak naprawdę potrzebny?

Pierwsza lekcja zawsze jest ekscytująca. Trochę stresu, więcej ciekawości. Dotyczy to zarówno ucznia, jak i nauczyciela. Jako ten drugi, powiem Ci, że zawsze się cieszę na pierwsze zajęcia. Mam dużo energii i nadziei pokładanych w nowym uczniu. Myślę, że podobnie czujesz się Ty, kiedy zaczynasz, prawda? Przejdźmy przez ten słodki początek, skoro jest świetnie. Dzisiaj nie ma miejsca na lukier.

Do rzeczy. Jeśli jesteś krótkodystansowcem, to już po pierwszej lekcji możesz zacząć odpadać. Ale nie zajmę się tu tak skrajnymi przypadkami. Przyjmę pewną średnią – 5 lub 6 lekcja. Przestajesz robić zadania domowe, pomimo tego, że wcześniej się godzisz na taką formę nauki. Zaczynasz wybiórczo traktować przygotowywanie się i do lekcji i do testów. Raz coś robisz, innym razem nie. Albo robisz część. Lub nic. A przecież przed rozpoczęciem kursu mówisz, że tak na pewno nie będzie.
Podam poniżej kilka typowych sytuacji, co mówisz TY i co myślę JA.
Nie miałem czasu... – Owszem, miałeś. Nie musisz spędzać kilku godzin dziennie na nauce, wiem i rozumiem, że pracujesz, masz dzieci, dom, przyjaciół. Wystarczy, jeśli poświęcisz jednorazowo pół godziny lub 40 minut w tygodniu na to, o co Cię proszę , żeby być przygotowanym do kolejnej lekcji. Dobrze byłoby poświęcać też po 10-15 minut dziennie, żeby „dać” coś od siebie.
Byłem chory... – Może i jest to prawda, ale jak słyszę to co drugą, trzecią lekcję, to znaczy, że albo udajesz, albo naprawdę chorujesz, wtedy zrób sobie przerwę i wylecz się, skoro to coś poważnego. Życzę Ci zdrowia i być może wkrótce spotkamy się ponownie w bardziej sprzyjających okolicznościach. Pamiętaj, że ja rezerwuję dla Ciebie czas i jeśli co chwilę odwołujesz zajęcia, nie liczysz się z czasem nauczyciela, a to mi się nie podoba. Tobie podobałoby się?
Miałem gości... – Ok, mogłabym to przyjąć, gdyby siedzieli u Ciebie przez tydzień, a Ty musisz dla nich gotować, prać, oprowadzać po mieście. Ale nawet wtedy - czy naprawdę nie ma szansy na to, że na 15-20 minut przeprosisz towarzystwo? Może pójdą pozwiedzać okolicę? Pamiętaj, podjąłeś zobowiązanie.
Wyjątkowo zajęty tydzień, ale tylko ten, potem będzie lepiej... – To złudzenie. To „lepiej” nigdy nie nadchodzi. Patrz wymówka nr 1.
Byłam na wakacjach... – Pewnie, rozumiem, ja też wyjeżdżam, ale gdy leżysz na plaży lub wieczorem relaksujesz się w pokoju hotelowym, czy mogłabyś znaleźć 15 minut na angielski? Nie dość, że Cię nie ma, czyli opuszczasz lekcje, to jeszcze nic nie robisz. Jak myślisz, jaki ma to wpływ na Twój angielski?
Nie mam zadania, ale mam inną ważną kwestię językową... – Być może tuż przed lekcją wpadła Ci ta myśl do głowy, że spróbujesz odwrócić moją uwagę od realizacji Twoich zobowiązań, zadając mi pytanie na inny ważny temat językowy. Że niby siedziałeś w domu i myślałeś o angielskim, czyli że poświęciłeś czas. A ja powinnam być wdzięczna? Nie, to tak nie działa. Będę szczęśliwa, kiedy zrobisz to, o Cię proszę (ponieważ zadania domowe nie są przypadkowe) i dodatkowo zadasz mi to pytanie.



I teraz ktoś może zarzucić mi, że o co ta cała afera, przecież to tylko angielski, nie jest to najważniejsza rzecz w życiu. I ja się z tym ochoczo zgodzę. Zgodzę się z Tobą, że angielski nie musi być najważniejszy w Twoim życiu (dlatego też pewnie nie znajdujesz na niego czasu). Tylko po co w takim razie przychodzisz do mnie, twierdzisz, że chcesz się uczyć (czyli coś zupełnie innego, niż potem robisz), zgadzasz się na warunki współpracy, a potem bardzo szybko zaczynasz szukać wymówek? Jednocześnie nie potrafisz przyznać: "Ok, to nie dla mnie. Rezygnuję." Zamiast tego tkwisz w bańce ze złudzeniami, kontynuujesz kurs, licząc, że coś się zmieni (samo?) na lepsze, wynajdujesz kolejne wymówki i niepotrzebnie wywierasz presję na samą/samego siebie.
Powiem Ci, jak ja to widzę. Jeśli w danym momencie NAPRAWDĘ masz bardzo napięty okres w pracy, dodatkowo często chorujesz, dużo wyjeżdżasz (co też powoduje przerwy w nauce, bardzo niewskazana rzecz), masz trudną sytuację rodzinną, to może to nie jest czas dla Ciebie na naukę. Może za 3 miesiące, za pół roku, może za rok, a może nigdy? Odpowiedz sobie samej/samemu szczerze na pytania:
• Czy angielski jest mi TERAZ do czegokolwiek tak naprawdę potrzebny, czy tylko tak mi się wydaje?
• Jakie są moje priorytety? Gdzie na tej liście jest angielski?
• Czy mam oczekiwania tylko co od nauczyciela? Czy również wymagam od siebie? Jeśli tak, to jakie jest moje realne zaangażowanie?

To są tylko 3 pytania, bardzo ogólne, ale myślę, że pomogą Ci wstępnie wyjaśnić sytuację z samą/samym sobą.
Stoisz na rozdrożu. Zdecyduj się. Albo w jedną, albo w drugą. Nie można być zadowolonym z postępów w zdobywaniu umiejętności, jak nie ma czasu na trening. Dotyczy to języków obcych, prowadzenia samochodu, jazdy na nartach.
Ostatnio pisałam o Laurze, która postanowiła, że zaczyna swoją przygodę z angielskim. Jeszcze nie wiemy, jak ona się skończy i czy Laura dołączy do grona „wymówkowiczów”. Życzę Ci, żebyś tam nie trafił. A jeśli już tak się zdarzy, to na szczęście możesz to szybko zmienić. O tym opowiem Ci innym razem.
Trwa ładowanie komentarzy...